Dramat Marcina Gortata. A dopiero co szydził z Polaków

Dopiero co Marcin Gortat z wyższością, by nie powiedzieć – pogardą, wypowiadał się o niemal 11 milionach Polaków. Nawiązujemy oczywiście do legendarnego już wywiadu u Kuby Wojewódzkiego i Piotra Kędzierskiego. Teraz były koszykarz NBA sam znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. 

Uwielbiany przez lata nad Wisłą sportowiec, dopiero w ostatnich latach pokazał swoją prawdziwą twarz. Bo nie ma niczego złego w samym tym, że nie ukrywa swoich sympatii politycznych. Chodzi o to, jaką niechęć czuje, a – co gorsza – publicznie wyraził chociażby wobec wyborców Karola Nawrockiego.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Stanowski wygadał się „na żywo”. Oto cała prawda o Kanale Zero – czar prysł

– Dochodzimy do punktu, gdzie małe miasteczka, czy małe miejscowości decydują mi o tym, czy moja żona, czy moje dziecko, ta kobieta będzie miała takie, czy takie reguły. To sorry, ale nie zgodzę się z tym i trzeba interweniować. Nie możemy na to sobie pozwolić – powiedział Gortat w wywiadzie opublikowanym 2 czerwca, zatem nazajutrz po wyborach prezydenckich.

Echa powyższego wywiadu nikomu nie trzeba przybliżać. Słowa byłego zawodnika NBA wywołały oczywiście oburzenie. Nawet wśród części sympatyków Rafała Trzaskowskiego. Bo różnić się można, ale szanować nawzajem – trzeba. Tego tutaj zabrakło. Stąd koszmar, przez jaki przechodzi teraz Marcin Gortat.

Problemy Gortata – sportowiec nie wie, co zrobić

Otóż legendarny sportowiec, który mnóstwo lat spędził w USA, nie wziął pod uwagę bardzo ważnego aspektu. Mianowicie tego, że w Polsce „gwiazdy wielkiego formatu” nie są tak niedostępne dla szarych obywateli, jak w wielkich Stanach Zjednoczonych – podzielonych zresztą na dzielnice dla bardzo biednych i bardzo bogatych. U nas celebryci nie chodzą też w obstawie armii uzbrojonych ochroniarzy.

Ponieważ, po pierwsze: nie ma takiej potrzeby. Po drugie zaś: byłoby to w oczach Polaków źle postrzegane. Nasz przemysł rozrywkowy, a „ich” show-biznes, to jednak dwa różne światy. Sęk w tym, że – w wyniku swoich zbyt odważnych wypowiedzi – Marcin Gortat nie czuje się do końca bezpiecznie. Otrzymuje bowiem masę wiadomości z obelgami, pogróżkami, a nawet groźbami pozbawienia życia. Czy to jego samego, czy jego rodziny.

Oczywiście głównie za pośrednictwem mediów społecznościowych. Sportowiec nie do końca wie, co zrobić z takim natłokiem gróźb. Bo jedną, dwie, czy nawet kilkanaście – można by zgłosić na policję. Co jednak, gdy „poluje na ciebie” kilkaset, czy kilka tysięcy osób?