Krzysztof Stanowski niedostatecznie trzymał język za zębami podczas długiej transmisji live. Mówiąc do ludzi „na żywo” – nie zaś na potrzeby materiału do pocięcia – nie uniknął wtopy. Wyszła cała prawda o Kanale Zero, a raczej runął mit o rzekomej „misji” tej internetowej telewizji. Jakże wzniosłe idee miały towarzyszyć temu projektowi, gdy był zapowiadany.
- Gdy pod koniec 2023 r. Stanowski zapowiadał powstanie Kanału Zero, mówił pięknie
- KZ miał być pierwszym, obiektywnym, wartościowym medium, przejmującym misję publicznych
- Stano latami szczycił się też wolnością, jaką daje w pracy swoim dziennikarzom
- Więcej ciekawych artykułów na stronie głównej mPress
Pamiętacie, jak w sierpniu ubiegłego roku Krzysztof Stanowski i jego dziennikarze wkręcili Zbigniewa Stonogę? Wówczas przesłali do biznesmena sfabrykowane przez siebie nagranie. Stonoga szukał haków na szefa Kanału Zero. Oferował nawet za nie pieniądze. Materiały dostarczył mu… sam Kanał Zero.
Podczas fikcyjnego zebrania redakcyjnego, wyglądającego na nagrane z ukrycia, Stanowski mówił wiele rzeczy. M.in. – w kontekście Ziobry – „ich nie atakujemy”. Wtedy to był żart, co szybko wyszło na jaw. Zakpił w ten sposób z zarzutów lewicowo-liberalnych mediów, wg których Kanał Zero to zakamuflowana „pisowska tuba”. Dziś jednak to już nie fake. O co chodzi? Z rozkoszą przybliżymy Wam temat.
Stanowski „wysypał się” w pierwszym kwadransie blisko 2-godzinnej transmisji live. Mówił o Marcinie Gortacie, który z pogardą wypowiedział się na początku czerwca o ponad 10 mln, a raczej – blisko 11 milionach Polaków. Sprawa znana raczej wszystkim, ale przypomnijmy: mówił o głosujących na Karola Nawrockiego.
O konsekwencjach tego pisaliśmy zresztą w sobotę, w artykule zatytułowanym: Dramat Marcina Gortata. Dopiero co szydził z Polaków, teraz sam potrzebuje pomocy. Co takiego palnął popularny Stano?
Cenzura w Kanale Zero? Stanowski ujawnił całą prawdę o rzekomej „misji”
Otóż latami szczycący się niewywieraniem wpływu na swoich dziennikarzy (również w weszlo.com) przyznał, że kazał ostatnio złagodzić przekaz wobec swojego kolegi. W dodatku w sposób – naszym zdaniem – skandaliczny. Szczególnie wobec kilku konkretnych, znanych osób.
– […] Niedawno miałem taką sytuację na zebraniu Kanału Zero. Jedna z naszych dziennikarek, Joanna Pinkwart, chciała zrobić materiał o Marcinie Gortacie. Który w ostatnim czasie… nie błyszczał w przestrzeni publicznej i udzielił kilku nieszczęśliwych wywiadów. Więc należałoby o nim powiedzieć parę zdań – zaczął Krzysztof Stanowski. Później przyznał się do czegoś ohydnego.
Uśmiechnięty Stanowski tłumaczy, jak się robi media: Poprosiłem ją tylko
Bo to „łagodzenie przekazu”, o którym pisaliśmy wyżej, poszło chyba jednak o krok za daleko. Musieli – powtórzmy – MUSIELI oberwać jeszcze inni ludzie. Czyli najprościej rzecz ujmując: wziąć współodpowiedzialność za nieprzemyślane i po prostu głupie wypowiedzi Gortata.
– No więc poprosiłem ją tylko, by być może w tym materiale znalazła inne przykłady ludzi, którzy też się zbłaźnili. Bo lubię tego Marcina. Świetnie mnie przyjął w Stanach, zaopiekował się moimi dziećmi – pokazał im Orlando, poznał ich z koszykarzami NBA. […] To jest taki dyskomfort: że z jednej strony czujesz, że coś powinno się pojawić na kanale, z drugiej strony niekoniecznie chcesz brać w tym udział. Ale też nie możesz powiedzieć dziennikarzowi: „Nie rób tego, bo moje dzieci miały fajne wakacje”. Jedyne, co na zebraniu powiedziałem to: „Joanna, gdybyś mogła tak zrobić, żeby ktoś jeszcze oberwał poza Marcinem. Byłbym bardzo wdzięczny”. No i tyle – skwitował z uśmiechem Stanowski.
Naprawdę? Szukanie kolejnych ofiar krytycznego materiału na siłę? Gdzie w tym wszystkim wieloletnie moralizowanie innych dziennikarzy przez Stanowskiego. Rozpaczanie nad stanem polskich mediów, mówienie o tym, że – mimo tego, co radził mu Śp. Paweł Zarzeczny – on jednak kolegów nie atakuje. W tej sytuacji najwyraźniej jednak uznał, pod presją profesjonalnej dziennikarki z jego firmy, że już musi. Ale skoro oberwie Gortat, to rozproszmy to na więcej osób. Bo fajnie przyjął mnie w Orlando.
Taki to, pluralistyczny, pierwszy taki w Polsce projekt medialny. Kanał Zero. Czyli: Rzadko krytykujemy swoich kumpli, ale gdy już nie ma wyjścia, to uważaj – bo też możesz dostać. Dla dobra sprawy.




