Czy scenariusz, w którym Tomasz Lis wraca do TVP w 2025 lub 2026 r. jest realny? Władze publicznej telewizji obrały w tym kontekście zaskakującą postawę. Przypomnijmy, że znany dziennikarz prowadził swój program na antenie „jedynki” w latach 2008-2016.
Jeszcze kilka lat temu Tomasz Lis był jednym z najbardziej cenionych publicystów w kraju. Szefował tygodnikowi „Newsweek”. Ponadto prowadził swój autorski program na antenie TVP. Jednakże po dojściu do władzy PiS w 2015 r. stało się jasne, że w publicznej telewizji długo już nie popracuje.
I w istocie – już w styczniu 2016 roku widzowie musieli pożegnać się z programem „Tomasz Lis na żywo”. Kilka lat później dziennikarz stracił pracę w „Newsweeku”, w wyniku zarzutów o mobbing i molestowanie pracownic w miejscu pracy. Dziś działa na własną rękę, na platformie YouTube.
Nie jest natomiast tajemnicą, że od lat marzy o powrocie do znaczących mediów. Zresztą jego aktywność w Internecie niejednokrotnie sprawia wrażenie przejawów frustracji z powodu „odsunięcia go na medialną bocznicę”. Pogłoski o jego rzekomo możliwym powrocie do TVP co jakiś czas wracają jak bumerang. Lecz dziś wiadomo wreszcie, co na to szefowie TVP1.
Tomasz Lis i powrót do TVP, jest reakcja decydentów
Nikogo nie zdziwi raczej, gdy bez owijania w bawełnę zdradzimy, że powrót Tomasza Lisa do TVP jest bardzo mało prawdopodobny. Nie jednak – jak niektórzy mogliby przypuszczać – ze względu na jego stan zdrowia po serii udarów. Chodzi o coś zupełnie innego, znacznie bardziej zaskakującego.
Na pewno nie zbytnie oddanie Lisa obecnej władzy. Choć jest on jednym z największych fanatyków obozu Donalda Tuska, to w dzisiejszej TVP jemu podobnych nie brakuje. Pracują tam przecież takie dziennikarki jak Dorota Wysocka-Sznepf czy Justyna Dobrosz-Oracz. Problem leży gdzie indziej.
Otóż dyrektor programowy TVP, kilka miesięcy po wyborach parlamentarnych 2023, powiedzieć miał, że Tomasz Lis „prezentuje na co dzień zbyt agresywną postawę i nierzadko przekracza granice, których po prostu przekraczać się nie powinno”. Już wtedy stwierdzono, że „to już nie jego czas, a danie mu programu na żywo byłoby zbyt ryzykowne”. A przecież obecnie jest z Lisem co najmniej 2 razy gorzej.
Czyżby szefowie stacji mieli na myśli wyzywanie kogo popadnie od faszystów, zdrajców czy „lachociągów” Kaczyńskiego? Jak powiedział kiedyś Tadeusz Sznuk: nie wiem, choć się domyślam.




