Odkrył, że jego 15-letnia córka szuka sponsora w sieci. Później usłyszał od niej bolesne słowa

"Szukam sponsora" - coraz częściej tego typu ogłoszenia pojawiają się w polskim Internecie. Coraz częściej również zamieszczają je bardzo młode osoby, zresztą nie tylko dziewczynki.

Kamil Surowiec
Fan sportu, redaktor wielu działów mPress.pl. Dziennikarstwo i research to moja pasja. Pytania i sugestie? Napisz do mnie: kamil.surowiec@mpress.pl

Sytuacje, w których nastoletnie dziewczyny szukają „sponsorów” w Internecie stają się normą. Rodzina najczęściej nie dopuszcza nawet myśli o tym, że to właśnie ich dziecko mogłoby zdecydować się na taki krok. Co ciekawe, nie zawsze motywacją do jego podjęcia jest trudna sytuacja finansowa. I taki „wyjątek od reguły” stanowi właśnie sytuacja, którą opisujemy poniżej. 15-letnia Julia – córka 41-letniego Roberta i 38-letniej Anny – postanowiła poszukać w sieci relacji typu „sugar daddy”. 

Sugar daddy (z ang. cukierkowy tatuś) – starszy mężczyzna finansujący w różnym stopniu oraz w różnej formie wydatki kochanki lub kochanka w zamian za usługi seksualne i / lub towarzyskie. Wybiera sobie (najczęściej) młodsze dziewczyny, którym oferuje prezenty lub pieniądze w zamian za seks oraz inne formy spędzania razem czasu.

15-letnia córka szukała sponsora – odkrył to jej ojciec

Rzecz dzieje się w Lublinie, który – co by nie mówić – nie słynie z bycia miastem seksu i biznesu. Ale wbrew pozorom również i tam – jak wszędzie zresztą – jest spory popyt na usługi towarzyskie. Szczególną uwagą majętnych mężczyzn cieszą się nastoletnie dziewczyny. Serwisów seks-randkowych jest dziś mnóstwo. Stąd też potencjalni zainteresowani tego typu „współpracą” mogą docierać do siebie błyskawicznie.

Na jednym z takich serwisów konto założyła 15-letnia Julia. Nie pochodziła z biednej rodziny. Jej ojciec Robert od blisko 10 lat prowadzi firmę budowlaną, która wykonuje zlecenia na terenie całej Polski. Z kolei matka – Anna – pracuje w jednym z miejskich urzędów. Miesięczny dochód rodziny opiewa zwykle na kilkanaście tysięcy złotych. Rodzice nie skąpią na kieszonkowe dla Julii, w domu nie brakuje jej niczego. Lub też, jak się okazało, prawie niczego…

Rodzice nie mogli tego zrozumieć

Późny weekendowy wieczór – sobota, około godziny 22. Julia pozostawia na łóżku swój otwarty laptop i idzie wziąć prysznic. Nie obawia się, że ktoś będzie w nim grzebał – rodzice nie zwykli wchodzić do jej pokoju pod jej nieobecność. Zresztą również i tego wieczoru byli zajęci swoimi sprawami – odpoczywali po tygodniu ciężkiej pracy, oglądając film i popijając piwo. Cieszą się wspólnymi chwilami, bo w niedzielną noc Robert znów wyruszy w kilkusetkilometrową trasę ze swoimi pracownikami i wróci nie wcześniej, niż za 2 tygodnie.

Akurat, gdy Julia zamknęła za sobą drzwi łazienki, Robert zerwał się z kanapy i udał się na piętro, gdzie znajdował się pokój córki. Chciał zapytać ją o coś, co ciągle wypadało mu z głowy. W pokoju jednak nie zastał córki, a jedynie na wpół otwarty laptop. Coś go tknęło, bo komputer wyglądał jak pozostawiony przez kogoś, kto wahał się czy go zamknąć, czy jednak pozostawić w trybie czuwania. Ostatecznie wybierając drugą opcję. Robert zrobił dwa kroki w głąb kameralnego pokoju ukochanej córki i tylko kątem oka rzucił – dziś sam nie wie, dlaczego – na ekran laptopa. To, co na nim zobaczył, przyprawiło go o ciarki.

W przeglądarce otwarta była skrzynka odbiorcza w jednym z serwisów seks-randkowych, na którym – jak się okazało – konto założyła 15-letnia Julka. Robert z przerażeniem omiótł wzrokiem fragmenty dziesiątek wiadomości od mężczyzn w różnym wieku kierowanych do jego córki. Byli nawet tacy po 60-tce. Wielu z nich bezceremonialnie już w pierwszych wiadomościach opisywało swoje zboczone fantazje. Dodatkowo przerażał fakt, że młoda dziewczynka wzbudziła w portalu tak gigantyczne zainteresowanie, że otrzymywała kolejne oferty dosłownie kilka razy w ciągu minuty.

Nie chodziło o pieniądze

Roztrzęsiony, oblany zimnym potem Robert wiedział, że Julia może nakryć go w każdej chwili. Zamiast penetrować komputer córki, spojrzał tylko w górny róg ekranu, gdzie znajdował się nick Julii. Opuścił jej pokój, zszedł na dół i wyszukał anons 15-latki używając właśnie zapamiętanej nazwy profilu.

Jak się okazało, Julia miała określone preferencje. Szukała mężczyzny od 40 lat, do „układu typu sugar daddy”. Nie oczekiwała rozliczenia za godzinę, a wspólnego spędzania czasu i „spełniania jej zachcianek”. Tego było już za wiele – Robert wrócił do salonu i bez słowa przekazał smartfon z otwartym profilem Julii swojej żonie. Bezszelestnie przekazał zdezorientowanej małżonce gestem, by ta nie pisnęła nawet słówkiem. Mogła przecież zareagować w różny sposób – krzyknąć czy od razu pobiec do córki, zrobić coś głupiego.

Przez dobrą minutę Anna wpatrywała się tępo w to, co zobaczyła na ekranie. Julka co prawda nie pokazała swojej twarzy, ale na roznegliżowanych zdjęciach rodzice i tak bez problemu rozpoznawali swoją córkę.

Co robimy? – przeszedł w końcu do sedna Robert.

No co, idź po nią! – wydukała Anna.

Robert odwrócił się już w stronę schodów i gotów był wykonać polecenie żony. Zdał sobie jednak sprawę, że jest już niemal 23. Emocje w nim buzowały i miał ochotę roznieść nie tyle córkę, co obleśnych typów, którzy już na powitanie wysyłali do niej zdjęcia swojego przyrodzenia. Stłumił jednak emocje i powiedział stanowczym tonem do żony:

Nie róbmy awantury na noc. Rano z nią pogadamy.

Przecież byliśmy idealną rodziną

Przez kolejne godziny Anna i Robert nie mogli zmrużyć oka. Gdy tylko zaczęło świtać, rzucili sobie porozumiewawcze spojrzenia, kiwnęli głowami i ustalili:

Trzeba cicho zapukać i sprawdzić, czy śpi.

Wyzwania podjął się Robert. Nieśmiało zapukał dwa razy w drzwi pokoju Julii, uchylił je dosłownie na kilka centymetrów i rzucił okiem do rozświetlonego względem korytarza pokoju. Córka była jeszcze zaspana, ale była już wpatrzona w swojego iPhone’a. Najwyraźniej już z kimś korespondowała.

Robert spojrzał w kierunku oddalonej o kilka metrów sypialni i kiwnął ręką w kierunku żony, by ta weszła wraz z nim do pokoju Julii. 15-latka była nieco zaskoczona, gdy – chyba po raz pierwszy w swoim „dorosłym życiu” – zobaczyła dwójkę rodziców w swoim pokoju, którzy troskliwie przysiedli na krawędzi łóżka.

A wy co? – zapytała zmieszana nastolatka.

Bo… – jęknęła nieśmiało Anna, ale szybko przerwał jej Robert, od razu przechodząc do konkretów: – Wszyscy jesteśmy dorośli, więc rozmawiajmy jak dorośli. Widzieliśmy twoje ogłoszenie na Datezone. Nie mamy zamiaru cię za to bić czy karać. Ale jako rodzice chcielibyśmy tylko wiedzieć, dlaczego zdecydowałaś się na taki krok. Przecież pieniędzy w domu nie brakuje, gdybyś tylko powiedziała, że potrzebujesz większej kwoty, zrobilibyśmy wszystko, żeby ci ją dać. Ale… coś takiego? – dopytywał Robert, wyraźnie spuszczając z tonu. Miał słabość do swojej jedynej córki, nie chciał jej linczować.

Szukałam tam bliskości, której mi nie daliście

W trakcie dłuższego wywodu Roberta, pierwszy szok Julii minął. Zdążyła ułożyć sobie w głowie odpowiedź na pytania, którymi zasypał ją zdenerwowany ojciec.

Tu wcale nie chodzi o pieniądze – powiedziała Julia, zaskakując wpatrzonych w nią z zaszklonymi oczami rodziców. – Nie? – zapytała Anna, jakby odczuła w związku z tym lekką, niewytłumaczalną ulgę. – Przecież jesteśmy dobrą rodziną – starał się przekonywać córkę Robert. I wtedy Julka wybuchła.

Tak? Dobrą rodziną? Bo co, bo mogę mieć lepszy smartfon, niż koleżanka z „gorszego” domu? Bo ubieramy się w droższych sieciówkach? Bo raz w roku lecimy na tanie wakacje do Turcji albo Grecji, gdzie i tak nie zwracamy na siebie wzajemnie uwagi? Na tym portalu szukałam bliskości, a nie zasranych pieniędzy, o których ciągle gadacie. Ciągle tylko kasa, praca, faktury, delegacje i wmawianie sobie, że „jesteśmy dobrą rodziną”. Nie, jesteśmy wyprani z uczuć i tak naprawdę jesteśmy obcymi sobie ludźmi, chociaż mieszkamy w jednym domu – krzyczała zalewająca się łzami 15-latka.

Ta sytuacja skłoniła rodziców dziewczynki, a zwłaszcza ojca, do głębokiej refleksji. – Przez całe życie robiliśmy wszystko, by naszej córce niczego nie brakowało. Pracowaliśmy, ile mogliśmy. Niestety tak mocno skupiliśmy się na aspektach finansowych i pogonią za każdą złotówką, że kompletnie zapomnieliśmy o sferze emocjonalnej. Kompletnie zapomnieliśmy o… naszej córce – tłumaczy po wszystkim Robert.

Najnowsze informacje